,,POWSTAŃMY, CZERWONI NICZYM ŚWIT."
Pierwsze wrażenie
Czerwona królowa wzbudziła moje zainteresowanie przede wszystkim dzięki okładce. Nie mogę o niej nie wspomnieć, gdy widzę tę symetrię, centralne ułożenie i element główny, a do tego współgrającą czcionkę.
Opis również niczego sobie; wprowadza klimat zbliżającej się zagłady, zewnętrznego, a także wewnętrznego konfliktu i zapowiada elektryzujące zwroty akcji.
Fabuła
Jest to ten typ książki, po który sięgałam jeszcze 5 lat temu.
- nieskomplikowana konstrukcja
- konflikt
- oczywiste (ale i nieoczywiste) czarne charaktery
- czysty podział na dobro i zło
- romans
- monarchia
Potencjał jest naprawdę ogromny. Z opisu dowiadujemy się, że Mare zamiast do wojska, trafi do pałacu, gdzie zostanie zmuszona do małżeństwa. Wręcz prosi się o zawiłe intrygi, szemranych typów, bunt, ale nie z tych, na które przewracamy oczami i wszystko to splecione delikatnym romansem. Ten powinien się rozwinąć w kolejnych częściach, jako że mamy do czynienia z pierwszą częścią serii.
Tymczasem wątek intryg pałacowych został potraktowany nieco... po macoszemu. A tak się przynajmniej wydaje, dopóki prawdziwa intryga nie wychodzi na jaw. Czytając, ma się wrażenie, że na pierwszy plan wychodzi kwestia, jak to wszystkim nie podoba się pozycja zajmowana przez zwykłą Czerwoną, bo taki mamy tu podział. Srebrni szczycą się srebrną krwią i rozmaitymi zdolnościami z tych magicznych, natomiast Czerwoni uważani są za gorszych, bo takowych nie posiadają. Łatwo się domyślić, że król, jego żona i dwóch synów należą do tych pierwszych, a Mare do drugich. Później (z niewyjaśnionych przyczyn) okazuje się, że dochodzi do mieszania tych krwi i w efekcie powstaje Czerwony z magiczną mocą.
Jest całkiem w porządku, dopóki nie dowiadujemy się, jak zwą się ci Srebrni. Zieleńcy to tylko jedna z wielu efektów kreatywności autorki. Obiło mi się jednak o uszy, że w wersji oryginalnej wygląda to lepiej, a ten niuas występuje tylko w polskiej wersji i nijak nie da się go zwalczyć. Grup naszych Srebrnych jest wiele, a ich zdolności obiecujące.
Bohaterowie
Na początku zaznaczę, że w książce pojawiają się te bardzo pogłębione psychologicznie postacie i te mniej, a czasem wcale. Kreacja tej drugiej grupy bohaterów bohaterów w pierwszej części jest zadowalająca dla mniej wymagających czytelników. Jako mało wymagający czytelnik do nich podeszłam, jednak z tyłu głowy wciąż świtała mi myśl, że to nie jest to, czegoś tu brakuje. Ci są silni, ci inteligentni, ten jest przystojny, ten mniej. I już.
Powiedzmy, że te braki to pole dla naszej wyobraźni lub ogólny zarys typu koniecznego dla budowy świata przedstawionego. Zgodziłabym się, gdyby odnosiło się to do postaci epizodycznych, nic niewnoszących do fabuły, których Mare widzi raz i dzieli się zasłyszanymi o nich historiami. Z początku widziałam w tym coś ciekawego, a później dochodzili kolejni Srebrni.
Można ich wszystkich (poza Calem) zaliczyć do panów tego świata. Każdy, co do jednego, patrzy na Czerwonych z obrzydzeniem i wyższością, nie ma mowy o współczuciu czy prostej ludzkiej dobroci ani niczym pomiędzy. O Srebrnych mówiło się po prostu Srebrni, bo działali jak jedna masa. Jeśli się oburzali, to wszyscy, jeśli wyzywali Czerwonego, to wszyscy, jeśli Czerwony upuścił tacę, skandal, ściąć go!
Czerwoni nie są lepsi. Ci zaś narzekają, że Srebrni ich wyzyskują, narzekają na siebie, na dom, na pracę, na sąsiada i na władzę. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W końcu jest to nasza główna siła napędowa, ta siła nienawiści.
Oznacza to również, że nie mamy biało-czarnego podziału na dobro i zło. Jeśli w Czerwonej królowej coś jest złe, to kolejne może być jeszcze gorsze.
Na przykład główna bohaterka.
Z racji narracji pierwszoosobowej nieustannie towarzyszy czytelnikowi, w pierwszym tomie nawet nie spuszcza go na krok. Problem Czerwonej królowej tkwi właśnie w niej. Doszłam do wniosku, że wycinając Mare, otrzymalibyśmy bardzo ładną podstawę do high fantasy.
Z założenia ma być silną postacią kobiecą. Tak niestety nie jest. Co robi Mare? Na to pytanie łatwo odpowiedzieć, bowiem jej specjalnością jest wyprowadzanie czytelnika z równowagi, jeśli by się temu przyjrzeć. Skłonna byłam nawet stanąć po stronie Srebrnych, byleby tylko zginęła w ostatnich rozdziałach. Główna bohaterka należy do Czerwonych, a więc jest tak samo zmęczona życiem jak oni. Ma buntowniczą naturę, o czym stara się nam co jakiś czas przypominać. Na przykład w jednej scenie prawie plując na króla, w kolejnej obściskując się z jego synem, by następnie wmawiać czytelnikom, że jest przecież Czerwoną, wznieci rewolucję, wszystko spłynie Czerwoną krwią.
Podsumowanie
+ nieliczne postaci, które trzymają nas przy lekturze
+ świat przedstawiony (geografia, historia, polityka i wojna w tle)
+ opisy (wbrew pozorom)
+ okładka
+ zakończenie i idący za tym plot twist
+ trzymanie napięcia
– główna bohaterka
– miejscowy galop akcji na łeb, na szyję
– sztuczność (szczególnie tych, którzy zarzekali się, że stoją po stronie Mare)
– narracja
Jest to książka, którą warto przeczytać dla zabicia czasu. Coś w sam raz dla miłośników mieszaniny technologicznej, bo mamy tu kamery, motocykle, ale także areny, na których dochodzi do potyczek rodem ze starożytnego Rzymu. Nie pogardzą nią również zwolennicy narracji pierwszoosobowej prowadzonej w czasie teraźniejszym. Mnie taka nie odpowiada, stąd zestawienie z główną bohaterką doprowadziło mnie do białej gorączki.
Daję Czerwonej królowej ocenę 6/10. Wbrew temu wszystkiemu, co napisałam tu na temat Mare Molly Borrow, książka naprawdę mi się podobała. Póki nie wiedziałam, w jakim kierunku to zmierza, kim stanie się Mare i co w kolejnej części będziemy musieli spijać ze stron zapisanych jej perspektywą, wciągnęłam się.
Czerwona królowa pełna jest zapierających dech w piersiach scen, także tych drastycznych jak odcięcie dłoni, ale i tych romantycznych. Muszę jednak powiedzieć z perspektywy czasu, że spodziewałam się czegoś innego i mniej odbiegającego od schematu Igrzysk śmierci.
Zamierzacie przeczytać?
A może już macie lekturę za sobą? Zapraszam do dyskusji!
VG


Brak komentarzy
Prześlij komentarz